Skip to content

Shiraz – zderzenie dwóch kultur

Lecimy do Shiraz

Siedzimy w małym AVRO RJ100 czekając na start. Półtorej godziny lotu i będziemy w Shiraz. Film mi się urywa po nieprzespanej nocy. Gdy otwieram oczy, samolot wolno kołuje po płycie lotniska. Sen zdawał się być wiecznością, a my jeszcze na ziemi. Znużona długim oczekiwaniem na start sięgam po prasę. Do wyboru mam magazyn kulinarny, sudoku i Wysokie Obcasy – w wydaniu irańskim oczywiście, czyli w języku Farsi. Kiedy samolot wreszcie wznosi się w powietrze zaczynam czuć strach, widząc obok pasa startowego wrak Boeinga 747, który awaryjnie lądował w 2015 roku. Czy Mahan Airlines to bezpieczne linie? Niepokój pryska, w momencie kiedy stewardessy zaczynają rozdawać przekąski. Lecimy do Shiraz! Pod nami piach, góry i bezkres pustyni poprzecinany wstęgami dróg. Taki widok nam towarzyszy przez cały lot.

Na lotnisku Mehrabad
Sudoku, Wysokie Obcasy a może magazyn kulinarny?
Krajobraz w drodze do Shiraz

 

Lądujemy około jedenastej. Wysiadając z samolotu czuję ten charakterystyczny zapach ciepła. Bardzo przyjemne uczucie. Po odebraniu bagażu udajemy się do punktu informacji, gdzie młoda, ładna Iranka informuje nas, że metra nie ma jeszcze, gdyż jest cały czas w rozbudowie. Czuję się zawiedziona i zaskoczona, gdyż widziałam mapę metra a nawet policzyłam stacje i dokładnie wiem, na której mieliśmy wysiąść. Na szczęście są autobusy. Zbywamy taksówkarzy gestem „no taxi” i idziemy szukać przystanku. Przystanku też nie ma – pewnie w rozbudowie, ale… jest policjant.

Pierwsze chwile w Shiraz. Policjant w tym czasie łapie nam busa

Irańska bezinteresowność

W tym momencie doświadczamy po raz pierwszy tej szczerej, bezinteresownej, irańskiej chęci pomocy. Policjant gestem ręki pokazuje nam, że mamy się nie ruszać z miejsca. Idzie kilkadziesiąt metrów dalej i zatrzymuje nam busa. Ledwo udaje nam się zrobić zdjęcie, a już kiwa do nas, żebyśmy czym prędzej wsiadali.

Lepiej nie pytać Irańczyków o cenę biletu w autobusie – gotowi są zapłacić za Wasz bilet

Autobus pomału zapełnia się, zatrzymując co kilkadziesiąt metrów. Obok mnie jest wolne miejsce. Widząc młodego Irańczyka stojącego nieopodal, wychodzi ze mnie europejska grzeczność. Uśmiecham się do niego i pokazuję mu ręką, żeby sobie usiadł. Nagle uświadamiam sobie, że tak naprawdę wychodzi ze mnie „nieznajomość” norm kulturowych. Mężczyzna obraca się na pięcie i prosi młodą Irankę, żeby usiadła obok mnie. Jestem w Iranie kilka godzin a to moja kolejna wpadka. Pierwsza miała miejsce na lotnisku Mehrabad, kiedy to po wrzuceniu plecaka na taśmę próbowałam dwukrotnie przekroczyć bramkę, przez którą przechodzili tylko mężczyźni, a funkcjonariusz lotniska dwukrotnie odsyłał mnie gestem ręki w innym kierunku. Trzeba więc pamiętać, że w miejscach takich jak meczety i lotniska obowiązują osobne przejścia dla kobiet i mężczyzn.

Reklama

Dalsza część drogi w autobusie mija bardzo miło. Nawiązuję rozmowę z sympatyczną dziewczyną, a raczej to ona pierwsza mnie zagaduje. Wymieniamy się mailami. Pada nawet propozycja z jej strony zapłaty za nasz przejazd. Jestem w szoku, gdyż tylko zapytałam ją ile kosztuje bilet u kierowcy. Już wiem, że w Iranie trzeba uważać z takimi pytaniami. Jesteśmy tak pochłonięte rozmową, że oczywiście przegapiamy nasz przystanek. Irańczycy słyną z tego, że albo zagadują albo czymś częstują. Doświadczyliśmy tego wielokrotnie podczas naszej podróży. Jedno jest pewne: w Iranie ani z nudów, ani z głodu nie umrzecie.

W butach do mauzoleum

Zatrzymujemy się w hotelu Golshan.

Golshan Hostel

Po drugiej stronie ulicy znajduje się słynny Nasir al Mulk. Zwiedzanie Różowego Meczetu zostawiamy sobie na drugi dzień, gdyż najlepiej go zwiedzać około godziny dziewiątej rano, w słoneczne dni. Pięć minut drogi dalej jest Vakil Bazar i Shah Cheragh, czyli Mauzoleum Króla Światła, najpiękniejszy w Iranie meczet – mauzoleum. Znajdują się w nim nagrobki braci – Amira Ahmada i Mira Muhammada. Jest to miejsce święte i centrum pielgrzymkowe Szyitów.

– Jak przyznasz, że jesteś muzułmanką, będziesz mogła wejść do mauzoleum – mówi mi mój przewodnik po Shah Czeragh

Przed wejściem do kompleksu strażnicy dzwonią po wolontariusza – przewodnika, który oprowadza turystów po dziedzińcu. Ja i Grzegorz wchodzimy osobnymi wejściami. Kobiety ubierają mnie w czador i to nie taki czarny, tylko w kwiatki, żebym się wyróżniała. Nie dość, że jest długi i co chwila go przydeptuję, to jeszcze zsuwa mi się z głowy. Stajemy przed grobowcem jednego z braci. Przez uchylone drzwi widzimy, że wewnątrz wszystko mieni się złotem.

Wejście do jednego z grobowców

Potem przechodzimy do kolejnego. Przez zasłonę zawieszoną na drzwiach widać zielono-srebrne, mieniące się szkiełka. Jest to grobowiec drugiego z braci. Przewodnik objaśnia nam, że nie mamy tam wstępu. Pierwsza myśl jaka mi przychodzi do głowy to ta, że próbuje nam „wcisnąć kit”. Widziałam zdjęcia ludzi, którzy byli w środku a ja nie po to przyleciałam tu tysiąc kilometrów z Teheranu, żeby chodzić po dziedzińcu i podziwiać grobowce zza kotary, czy zza drzwi. Postanawiam mu nie odpuszczać, więc pytam dlaczego nie mamy wstępu. Odpowiada mi, że tylko muzułmanie tam mogą wejść. Nie daję za wygraną dalej i mówię mu, że pójdę na bazar, kupię czarny czador i nikogo nie będę pytać o pozwolenie.

Na słynnym bazarze Vakil

Na moje słowa uśmiecha się i mówi mi że jak przyznam, że jestem muzułmanką to mnie wpuści. Nie zastanawiam się długo i odpowiadam mu, że jestem muzułmanką. Po moim oświadczeniu, woła panią z miotełką i oznajmia, że mogę wejść. Cała nasza pięcioosobowa grupa jest w lekkim szoku, jednak ja najbardziej. Biegnę za panią z miotełką do mauzoleum, która przekazuje mnie przewodniczce Fatimie. Wszystko dzieje się tak szybko, że zapominam z wrażenia zdjąć buty. Tak! Weszłam w butach do świętego miejsca Szyitów!

Kobiety rozmawiają ze sobą lub modlą się
Mauzolemu Shah-e Cheragh zwane też „Mauzoleum Króla Światła” to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymek szyitów. Tytuł ten odnosi się do Sayyeda Mir Ahmada – jednego z 17-tu braci Imam Rezy, który w 835 roku, w tym miejscu został brutalnie zamordowany.

 

Ta miła pani z miotełką wprowadziła mnie do mauzoleum
Z prawej strony moja przewodniczka Fatima

Na tym nie koniec historii z butami

Wnętrze olśniewa. Fatima oprowadza mnie po mauzoleum, opowiada ciekawe rzeczy. Dowiaduję się, że sto osób wycinało i przyklejało szkiełka wewnątrz przez trzydzieści lat. Patrząc na nie, nie widzę swojego pełnego odbicia. Fatima tłumaczy mi, że podczas modlitwy nie można siebie oglądać, gdyż to rozpraszałoby naszą uwagę i skupialibyśmy się za bardzo na sobie a nie na modlitwie. Próbuję się skoncentrować na tym co mówi, lecz za bardzo jestem oszołomiona tym, co widzę wokół siebie. Miejsce jest przepiękne. Warto było zawalczyć o swoje.

Kobiety siedzą na dywanach, rozmawiają ze sobą lub modlą się. Nie mogę robić im zdjęć. Mam pozwolenie na fotografowanie wnętrza. W pewnym momencie do Fatimy podchodzą dwie muzułmanki i szepczą jej coś do ucha, pokazując na moją dolną część. Fatima trochę skonsternowana ale ze spokojem mówi mi, że mam na nogach buty i prosi, żebym je dyskretnie zdjęła i schowała pod czadorem. Ups! Kolejna wpadka. Jak na jeden dzień pobytu w Iranie to trochę za dużo. Przecież przyjechałam tu z wiedzą o ich normach kulturowych a tu co chwila takie rzeczy mi się przytrafiają. Czuję się zawstydzona. Ściągam buty tak, żeby nikt nie widział. Teraz to już prawdziwa udręka. Spadający czador, w jednej ręce aparat, w drugiej telefon i buty pod pachami!

Raz się żyje. Nie mogę fotografować tu kobiet, to chociaż sobie mogę zrobić selfie:)
Druga, wieczorna wizyta w mauzoleum
Wieczorem mauzoleum prezentuje się równie pięknie

Pytam Fatimę, dlaczego ja mogłam wejść, a mój mąż nie mógł. Pociesza mnie i mówi, że jutro będzie w mauzoleum ze swoim mężem od godziny osiemnastej. Wystarczy jak powiemy strażnikom, że jesteśmy umówieni z Fatimą, ona przyjdzie po nas i jej mąż wprowadzi Grzegorza do środka. Tak też uczyniliśmy. Kobiety znowu ubierają mnie w czador, tym razem lepszej jakości, bo nie zsuwa mi się już z głowy. Ubierając mnie, Fatima opowiada im moją historię z butami. Mają przy tym niezły ubaw. Po raz drugi podziwiam to piękne miejsce. Tym razem pamiętam, żeby zdjąć buty.

Reklama

Przeczytaj także...

Zostaw pierwszy komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *