Skip to content

Chiapas – prawdziwy Meksyk

Około 7 rano dojeżdżamy do urokliwego miasteczka San Cristobal de las Casas – kulturalnej stolicy Meksyku w stanie Chiapas. Miasto położone jest powyżej 2000 m n.p.m., jednak klimat jest tu bardzo przyjemny. Ze względu jednak na chłodniejsze wieczory warto mieć ze sobą bieliznę termiczną. Na miejscu udajemy się do poleconego przez globtroterów hostelu Ruka Che, który obsługiwany jest przez miłą Meksykankę o imieniu Edith. Za cztery dni pobytu płacimy 400 pesos (100zł!).

Hostel Ruka Che
Hostel Ruka Che

Mamy dostęp do łazienki, ciepłej wody, kuchni i WiFi. Śpimy w pokoju wieloosobowym. Są również mniejsze pokoje, ale są zajęte. Integrujemy się z podróżnikami z Chile, Brazylii, Rosji, Japonii, Meksyku i Francji. Poruszanie się po San Cristobal de las Casas ułatwi Wam mapka z przewodnika Lonely Planet (Combis to San Juan Chamula – odjazd busów w kierunku Oventic i wioski Chamula; Combis to Tuxla – odjazd busów w kierunku do Cahuare; Combis to Ocosingo – kierunek do Ocosingo, Tuxla).

Ulice San Cristobal

W mieście warto wybrać się na spacer do dwóch kościołów, które są usytuowane na dwóch przeciwległych wzgórzach: Iglesia de San Cristobal po zachodniej stronie i Iglesia de Guadelupe po wschodniej. Warto również zwiedzić główną katedrę w samym centrum miasta przy ulicy Utrilla, a także przejść się po głównej alei turystycznej Real de Gadelupe.

W oddali kościół Iglesia de Guadelupe
Pielgrzymi zjeżdżają do San Cristobal z okazji zbliżającego się święta Matki Boskiej z Guadelupe
Kolejnego dnia udajemy się do Oventic – wioski Zapatystów. Busy tzw. colectivo odjeżdżają z bazaru Merkado i po około 40 minutach jazdy jesteśmy na miejscu. Przed wejściem do wioski przechodzimy obowiązkową kontrolę i autoryzację. Odpowiadam po hiszpańsku na proste pytania: jak się nazywamy, czym się zajmujemy, skąd przyjechaliśmy i w jakim celu oraz jak długo chcemy tam zostać.
Zostajemy wpuszczeni przez zamaskowanych mężczyzn. Na terenie wioski nie wolno fotografować mieszkańców, ale warto kupić od nich ręcznie wykonane pamiątki. Zdjęcia można za to zrobić pięknym muralom. Wioska Zapatystów robi niesamowite wrażenie. Tego miejsca nie znajdziecie na mapie, dlatego nie spotkacie tutaj też zbyt wielu turystów.
Przed wyjazdem do Oventic ostrzeżono mnie, że bez znajomości hiszpańskiego możemy być tam nie wpuszczeni. Planując wyjazd trzeba wiedzieć, że Zapatyści będą Wam zadawali pytania zanim pozwolą wejść do wioski. Z racji, że nie znam hiszpańskiego znajomy globtroter Meksykanin pisze mi kilka potencjalnych pytań  w języku hiszpańskim i odpowiedzi do nich. W trakcie drogi uczę się ich na pamięć.
Brama do strefy Zapatystów
Murale w Oventic
Następnego dnia wybieramy się do miejscowości Chiapa de Corzo. Z San Cristobal jedziemy busem do miejscowości Tuxla, wysiadamy w Cahuare i przesiadamy się do busu jadącego do Chiapa de Corzo. Na miejscu czeka na nas spływ pięknym 14 kilometrowym kanionem del Sumidero, którego południowe wejście rozpoczyna się tuż za Chiapa de Corzo, natomiast północne kończy się tamą i zbiornikiem retencyjnym hydroelektrowni Manuel Moreno Torres.
Kanion del Sumidero

Uroczy krokodyl a na nim motyle

W trakcie wycieczki można podziwiać liczne jaskinie i wodospady. Całość kanionu znajduje się na terenie parku narodowego, w którym żyje też wiele egzotycznych zwierząt m.in.: krokodyle, iguany, czaple, małpy. Wrażenia widokowe i przyrodnicze z wizyty w kanionie del Sumidero są niezapomniane. Wycieczka rzeką trwa 2 godziny i kosztuje 160 pesos od osoby, a w cenie znajduje się już opłata za wstęp do parku.

W pobliżu San Cristobal znajduje się też kilka ciekawych indiańskich wiosek. Wśród nich godną uwagi jest oddalona o 10 km San Juan Chamula. Do wioski najlepiej udać się w niedzielę, kiedy odbywa się tam wielki targ. Przy odrobinie szczęścia można być też świadkiem procesji z figurami świętych (ok. 10.00-11.00), a także wielu pogańskich rytuałów.

Nowy kościół w San Juan Chamula
Procesja z figurami Świętych.

Cementerio de San Sebastian

Warto wejść do kościoła (20 pesos), aby usłyszeć modlitwy w języku Tzotzil i zobaczyć składanie ofiar z kogutów, jajek, coca-coli czy fanty. Miejscowi szamani będą Wam również proponować swoje szamańskie usługi. Szczerze, nie wiem na czym one polegają, gdyż nie skorzystaliśmy z propozycji. Oprócz tego warto wybrać się na okoliczne wzgórza, aby zobaczyć stary cmentarz z ruinami kościoła (Cementerio de San Sebastian). Robienie zdjęć w wiosce może zostać odebrane jako zniewaga i brak poszanowania dla lokalnej kultury. Tutejsze zwyczaje i obrzędy są jednymi z ciekawszych w Meksyku.

Dla mnie San Juan Chamula to miejsce autentyczne, mimo że spotkacie tam dużo turystów. Ludzie, ich stroje, obrzędy nie są elementem stworzonym na potrzeby masowej turystyki. Nie jest to skansen jak wiele wiosek np. w Tajlandii, o których dużo czytałam. Jeżeli będziecie kiedyś mieć okazję zwiedzać stan Chiapas to koniecznie odwiedźcie to miejsce, bo nie wiadomo ile z tej autentyczności zostanie za kilkanaście lat.

Przeczytaj także...

2 komentarze

  1. Krzysztof Krzysztof

    Bardzo fajnie piszesz. Z zainteresowaniem czytałem o tym egzotycznym kraju. Zafascynował mnie Kanion i spływ łodzią. Spotkanie z krokodylem..,z prawdziwymi Indianami. Mniej uroku mają zwykłe ulice, co prawda kolorowe lecz kipiące tandetą. Obraz ten na pewno zacierają zabytki architektury. To mój osobisty punkt widzenia. Dzięki, czekam na następne kartki z podróży.

    • Dagmara Pastwa Dagmara Pastwa

      Dziękuję za komentarz. Miło mi, że artykuł o Meksyku Ci się spodobał. Mam nadzieję, że kolejne kartki z podróży będą równie interesujące jak te z Chiapas. Ulice San Cristo…no cóż może i kipią tandetą lecz mają swój urok. Zapraszam do dalszego czytania i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *