Skip to content

Tbilisi

Do Tbilisi przyjeżdżamy w godzinach popołudniowych. Z dworca Didube bierzemy taksówkę i jedziemy prosto do Grape Hostel Tbilisi. Plan jest następujący: zostawić plecaki w pokoju i przejść pieszo do centrum miasta. Odległość nie jest duża, niespełna trzy kilometry dzieli hostel od starej części miasta. Po przybyciu do hostelu, ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że mimo wcześniejszej rezerwacji nie ma pokoju dla nas. Na miejscu spotykamy parę z Polski, która już od godziny czeka na swój pokój. Oni podobnie jak my rezerwowali nocleg z wyprzedzeniem. Zestresowany i zdezorientowany pracownik hostelu, Hindus biega tam i z powrotem wykrzykując, że pokoju dla nich i dla nas nie ma. Jestem z natury spokojna ale odzywa się we mnie duch walki i zaczynam za nim biegać i tłumaczyć mu, że to niemożliwe, gdyż mamy rezerwację. Pokazuje nam pokój pięcioososobowy, w którym nie ma ani jednego okna. Prowadzą do niego dwoje drzwi, do których nie ma kluczy, więc Hindus na nowo zaczyna biegać w poszukiwaniu kluczy i dopasowywaniu ich do zamków. Oczywiście klucze nie pasują do żadnego zamka. W międzyczasie para z Polski rezygnuje i idzie szukać innego hostelu. My postanawiamy zostać, gdyż zależy nam aby jak najszybciej dostać pokój i iść zwiedzać miasto. Wreszcie przybywa właściciel hostelu i po krótkiej rozmowie ze zdenerwowanym i wystraszonym Hindusem, podchodzi do nas i zaczyna nas przepraszać. Pokój dla nas znajduje się w końcu, co prawda ośmioosobowy ale dostajemy klucze i jesteśmy zapewnieni, że będziemy go dzielić tylko z pracownicą hostelu. Zostawiamy w nim nasze plecaki i zamykamy na klucz, który zabieramy ze sobą. Idziemy zwiedzać stolicę zadowoleni, że historia z pokojem szczęśliwie się zakończyła. Nic mylnego.

Fragment Mostu Pokoju a w tle pomnik Matki Gruzji

Tbilisi jest dużym miastem jednak na zwiedzanie Starego Miasta i najważniejszych jego miejsc wystarczy kilka godzin. Zaczynamy zwiedzanie od dzielnicy muzycznej ze słynnym Mostem Pokoju potocznie nazwany „podpaską”. Wieczorem robi niesamowite wrażenie, gdyż cały oświetlony jest kolorowymi diodami led. Co najbardziej rzuca się w oczy to mieszanka nowoczesności ze starymi, zabytkowymi kamienicami. Przechodzimy przez Park Rike, gdzie znajdują się fontanny, alejki z ławeczkami oraz zielone skwery piknikowe. Po lewej stronie mijamy futurystyczne centrum kongresowe i wspinamy się na wzgórze św. Eliasza, na którym wśród starych kamieniczek znajduje się największa na Kaukazie katedra Cminda Sameba. Z zewnątrz budowla prezentuje się okazale, wysoka na 84 metry, góruje nad starą częścią miasta. Katedra ta, konsekrowana w 2004 roku wewnątrz sprawia surowe wrażenie, jest monumentalna i nie przypomina pięknych perełek architektury sakralnej Tbilisi, takich jak katedra Sioni (XI-XVII w.), czy cerkiew Anczischati (VI w.). Schodząc w dół, wybieramy ulice mniej uczęszczane przez turystów, mijamy stare zrujnowane kamienice, a pod nimi natykamy się na grube mury, za którymi stoją bardziej reprezentacyjne budowle – to ambasady, obok których znajduje się Pałac Prezydencki.

Cminda Sameba
Katedra wewnątrz
Cerkiew Sioni
Stacja kolejki gondolowej
Widok z kolejki na Tbilisi. W tle widać katedrę a po lewej stronie Park Rike i stację kolejki gondolowej
Wąwóz w centrum Starego Miasta

I tak dochodzimy z powrotem do Parku Rike, gdzie znajduje się stacja kolejki gondolowej na przeciwległe wzgórze. Żeby zaoszczędzić czas wyjeżdżamy kolejką na górę. Na wzgórzu podziwiamy pomnik Kartlis Deda – Matki Gruzji. Schodząc wzdłuż murów twierdzy Narikala (VI-VIII w.) na jednym z punktów widokowych dostrzegamy w dole zielony kanion. Jest to ogród botaniczny. Dochodzimy do pięknie odrestaurowanej części Starego Miasta i kierujemy się w stronę kanionu. Dochodzimy do granicy starówki. Do wąwozu prowadzą kręte metalowe schody. Miejsce robi niesamowite wrażenie. Przed chwilą byliśmy w mieście a teraz jesteśmy w wąwozie. Nad nami, zawieszone na urwisku, widzimy piękne, kolorowe, tbiliskie kamieniczki a przed nami rzeczka, most zakochanych z kłódeczkami i zielony wąwóz, na końcu którego znajduje się wodospad. W samym sercu miasta! Kierujemy się z powrotem na starówkę w stronę Abanotubani, gdzie z zewnątrz podziwiamy przez chwilę słynne tbiliskie łaźnie siarkowe.

Tbiliska architektura
Odnowione Stare Miasto
Suszące się pranie to powszechny widok
Zabytkowe łaźnie siarkowe

Po kilkugodzinnym spacerze odnajdujemy miejsce blisko Mostu Pokoju, które już wcześniej widzieliśmy. Jest to bajkowa wieża zegarowa Rezo Gabriadze teatru lalek. Tam zostajemy już prawie do północy w przyjemnej restauracji, relaksując się po męczącym dniu przy gruzińskim jedzeniu i nie gruzińskiej ale bardzo klimatycznej muzyce granej na żywo. Tam też spotykamy znajomych z Moskwy, z którymi mieszkaliśmy w Kazbegi. Wymieniamy się mailami i spostrzeżeniami na temat Gruzji. Jaki ten świat mały! A może to Gruzja taka mała?

Kolejka gondolowa nad starówką
Wieża zegarowa teatru lalek
Klimatyczna restauracja przy wieży zegarowej Rezo Gabriadze
Pięknie oświetlony Most Pokoju

Dochodzi godzina jedenasta i czas wracać do hostelu. Jutro rano musimy się dostać do granicy armeńskiej. Zmęczeni, decydujemy się wracać metrem. W Tbilisi są tylko dwie linie więc nie ma trudności w przemieszczaniu się. Przechodzimy przez pięknie oświetlony Most Pokoju. Wieczorem miasto wygląda bajecznie.
O północy docieramy do hostelu. Przed pokojem stoi wkurzona pracownica, która czeka na nas, gdyż nie ma jak wejść do środka. W końcu zabraliśmy ze sobą jedyny klucz. Po chwili okazuje się, że jest kolejny problem. Kobieta nie będzie spać w towarzystwie mężczyzny, czyli mojego męża, w jednym pokoju, gdyż religia jej na to nie pozwala. Grzegorz udaje się więc do pokoju wieloosobowego i śpi z mężczyznami. Żeby było jeszcze ciekawiej, to przychodzi właściciel hostelu do mnie i pyta grzecznie, czy mogą w naszym pokoju spać dwie bliźniaczki, które właśnie przyjechały. Cóż miałam powiedzieć? Oczywiście, że mogą. Kładziemy się, kobieta odmawia swoje modły zakrywając się ręcznikiem i zasypiamy po bardzo burzliwym ale ciekawym dniu.

Przeczytaj także...

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *